Czasami chciałabym odciąć cię jak zniszczoną końcówkę. Zatopić się w mirażach świateł i lecieć w dół, w dół... Dotykać obcych dłoni, jakby były już moje, choć tak bezosobowe. Odgarniać włosy z czoła i patrzeć w puste oczy, kolory tęczówek, jak u optyka. Dobierać szminki do sukienek, śmiać się i nie myśleć o niczym, w głowie mając tysiące obrazów, których już nie potrafię dopasować do żadnego z was.