piątek, 29 stycznia 2010

13.


Byliśmy wtedy dziećmi, kiedy bębniliśmy łyżkami o stół albo, po prostu wylegując sie na sianie, czekaliśmy na "obiaaaaad!". Bałam się trochę, że jeśli przez zaskoczenie za szybko się poruszę, to mnie wciągnie i już nigdy nie znajdę domu. Spadnę wgłąb tunelu jak Alicja i gdzieś po drugiej stronie lustra uduszę się.
Teraz wiem, że my też byłyśmy jeszcze dziecinami, ubabrane czekoladą i czerwonym winem, barwiącym też wodę w wannie. Nie musiałyśmy umywać rąk z cudzej krwi. Zawsze rysowałam księżyc w drugą stronę, niż ty.
Tak się zastanawiam, co znaczą te paczki papierosów, każde o innym smaku i innym odczuciu w brzuchu. W przerwie z tobą, przed rozpoczęciem dnia sama, wieczorem z nim. Mnóstwo niepokojów, ale było tak nierealnie, że aż prawdziwie, nieważne w jakiej kolejności. Pamietam dobrze zapach chmur o siódmej rano i to, jak zmieniał się pod wieczór, aurę nieba bez gwiazd o trzeciej w nocy, tyle że teraz wiem, że to po prostu ozon. Mimo to, bicie serca, kiedy wybiegłam o godzinę za wcześnie na dworzec, a minuty byly tak dlugie jak waniliowa Viva wypalona z przypadkowo spotkanym B., to burza zupełnie niezależna od pogody. Miałam czerwone kreski na oczach, czerwona szminkę i szłam przed siebie jak na wojnę.
Myślę o tym wszystkim i tak naprawdę jedynie to pamiętam, ale już tego nie czuję. Zmartwiłabym się, ale nie dziś. Dziś chcę wierzyć, że o wszystkim da się tak łatwo zapomnieć.

piątek, 15 stycznia 2010

12.


Kiedyś mnie spotkasz, a ja nie będę miała zapalniczki w torebce.

niedziela, 3 stycznia 2010

11.


Jest niesamowicie nie do opisania, więc oddam to słowami, które nie mają dźwięku i jak para kłębią się w mojej głowie, gdzieś pomiędzy blondynką, którą głaszczę po głowie, a szatynem głaszczącym mnie wzrokiem. Tam, gdzie jest jakaś resztka pamięci, która wyrywa ręce do starych kształtów i smaków alkoholowych pocałunków. I świeżego powietrza. Właśnie, tak - jest swieżo, swieżo jak nigdy. Kaloryfery buchają gorącem, ale jest świeżo.